poniedziałek, 31 marca 2014

Horses - my dream

Siesiesiema, dzisiaj notka o moich koniach + kawałeczek książki :)
Ogólnie mam dwa konie, Brzózkę i Tosię.
Brzózka - jest to koń rasy SP, o maści siwej. Przywiozłam ją do Polski 5 lat temu, ze Szwecji.
Ma silny charakter, nie jest koniem dla osób o słabych nerwach. Po prostu koń potrafi łatwo i szybko wyprowadzić z równowagi.  Nie lubię w niej tego, ale ja sama w sobie jestem taka jak ona. Lubimy się droczyć i dlatego tak dobrze się dogadujemy. Koniem jest sportowym więc trenujemy dość ciężko, na szczęście z postępami. Zgrane jesteśmy w 100%, nie lubimy ujeżdżenia, wolimy wysokie przeszkody, nie niskie. Kochamy rywalizować. Boimy się wielu rzeczy, ale staramy się pokazywać że jesteśmy dzielne. Jesteśmy takie same. Brzózka, na imię na prawdę ma Priscilla, ale jest to imię szwedzkie.
Od października miałyśmy przerwę, ze względu na jej zdrowie. Teraz zaczynamy od nowa.
Jest drugim najszybszym koniem w stajni..a skacze też rewelacyjnie. Jej rekord to jak na razie 180cm. Jak na nią to całkiem dobrze. Ale będzie więcej! I zawody za niedługo.... :DDD
Koń jest oficjalnie mój, ale w papierach jeszcze rodziców.
Teraz czas na kilka zdjęć mojej mordki.
Co do zdjęć, mogę dodać, że moje miny są mistrzowskie XDD








                                     

Drugi konik - Tosia.
Koń oficjalnie i w papierach jest mojej mamy.
Jest to kucyk, rasy fiorda.
Kucykiem jest bardzo upartym, jak każdy z resztą.
Mamie, potrzebna jest do pracy.. w pomocy z dziećmi, chorymi na downa, albo inne choroby, właśnie wrodzone.
Na swój sposób kucyki lubię, ale do czasu..nie lubię jak takie małe wredne zwierzęta  zaczną wariować.
Czasem na niej jeżdżę, żeby chwilę potrenować przed treningiem cięższym.
Lubimy się nawzajem wkurzać, ale współpraca lepiej mi idzie z moim koniem.
Tak to już jest..no ale ją też bardzo kocham.
Tutaj fotki też z małą :






No a na koniec, jak obiecałam kawałek mojej książki :

23.03 wspaniały dzień, pełny wspomnień i zabawy. Wtedy pierwszy raz zobaczyłam Sarę i Justina. Poznaliśmy się w nietypowy sposób, jakoś tak samo wyszło, że Justin powiedział w windzie że jestem galerianką ale ciągle się tego wypiera. Napisałam do sary później na fejsie że jest piękna i chce się z nią zakolegować i ona odpisała, normalnie pisałyśmy jakiś czas. Kilka dni później żeby się lepiej poznać, Sara przyjachała do mnie na zdjęcia. Pełno zdjęć, do teraz mam je i czasami oglądam.  

Znowu po kilku dniach umówiłyśmy się na konie, też na zdjęcia, też żeby mieć wspomnienia. 

MIlion razy spotykałyśmy się raz u mnie, raz u niej, tak się zaprzyjaźniłyśmy. 

Takie siostry nierozłączne, zawsze i wszystko razem, nigdy osobno. 

Jeszcze Jackas, taki braciszek, starszy oczywiście. Zawsze pomoże, doda otuchy.

Ogólnie, każdy dzień razem, za dużo ich żeby każdy opisywać.

13 urodziny Sary, spędziłyśmy dzień najpierw w solarisie, a później u mnie. Siedziałyśmy, piłyśmy jakieś whisky, rodziców nie było. Kilka dni wcześniej jak Sara u mnie spała nauczyłam ją jak się pali. Więc już umiała i mogła normalnie. Rodzice nie zczaili że piw i whisky nie ma. I dobrze. 

Majj, za dużo się nie działo.. ale dwa dni, jedna noc, tyle wspomnień, tyle zdjęć. W jakiś dzień jak było mega ciepło, przyjechała do mnie Sara z jej mamą, dojechał później  Justin. Pooprowadzałam Justina po moim domu, ogrodzie i w pewnym momencie wrzuciłam Sarę do basenu, a za chwilę Jackasa. Chcieli mnie tam wrzucić ale się im nie udało. Sara miała u mnie spać na noc więc miała rzeczy na zmianę, gorzej z Justinem który przyjechał na rowerze z Czarnowąs.Znowu pełno zdjęć porobionych. 

Wieczorem, kiedy po długim pożegnaniu Justin  pojechał, a nie chciało nam się iść spać, poszłyśmy po coś do jedzenia. Sara wzięła śledzie, chleb i ogórki a ja metrową kiełbasę. Zaczęłyśmy rozmawiać z ludźmi na skypie i jeść to wszystko. Po jakimś czasie, poszłyśmy spać. Z rana zachciało nam się jeść i najlepszym wyjściem była pizza. Zamówiłyśmy, wszystko ok, a na koniec Pani mówi że za 15min mamy być pod pizzerią. Więc my, w piżamach i kapciach, kompletnie nie ogarnięte, nie uczesane, pojechałyśmy na rynek do PizzyHut odebrać pizzę. NIestety autobus nam zwiał więc pojechałyśmy  tam taksówką. Wracając, zrobiłyśmy sobie mase zdjęć ktore przypominają zawsze ten dzień













NO TO NA TYLE
lubię spełniać się w moich codziennych obowiązkach.
hmmmmmmm a dzisiaj święto żartu.
sya :*

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz