czwartek, 2 kwietnia 2015

karaiby

hej, wyjątkowo olałam bloga.. co nie dziwne bo coś mi pisanie nie idzie :)
chciałam opowiedzieć wam o moim styczniowym wyjeździe na Karaiby :D
Wyspy Karaibskie, rejon pomiędzy kontynentami Ameryk. Kiedy słyszymy słowo Karaiby,od razu  wyobrażamy sobie plaże, wodę, słońce, spokój, wolność. Zastanawiamy się czemu jeszcze nie mamy w ręce drinka z parasolką. Problem polega na tym, że ludzie tam mieszkający mają całkiem inne wyobrażenie tego miejsca. Dla nich, jest to ciężka praca, na "patelni" która prawie nigdy się nie kończy.
Karaiby to też rodzaj przygody, każda wyspa ma inną historię, lekko pozmienianą kulturę i inny klimat.

Co najważniejsze i najlepsze to fakt, że tam każdy dla każdego jest przyjacielem. Wszyscy się do siebie uśmiechają, nie ma kłótni.
W Polce czegoś takiego nie ma, nie ma wsparcia, pomocy, uśmiechu.. Oczywiście nic dziwnego, skoro ludzie tam, nie mogą narzekać na nic,  a u nas na wszystko.. 
Wstępnie powiem gdzie byłam, ile, jak.
No więc, jeżeli czytaliście wpis o Seszelach, to może wam się to wydać bardzo podobne.
Więc  2 tygodnie, na katamaranie, Zaczęliśmy od Martyniki, Gwadelupy, St. Lucia, , St. Vincent i Grenadyny (Tobago Cays) po Barbados. 
Co ciekawe, każda wyspa, przynosiła mi różne, różniste wspomnienia i przygody. 
Martynika, stamtąd wszystko się zaczęło, pierwsza kolacja, pierwsze palmy, port, katamaran. 
Po 12 godzinnym locie, marzyłam tylko o tym aby się wykąpać, coś zjeść i pójść spać. 
Kiedy wypływaliśmy, zawsze spałam, jako że czas zmienił się o 5 godzin, nie umiałam się dostosować.
Gwadelupa, piękne plaże, ciepła woda, różne muzea i piękne tropikalne lasy.
St. Lucia, bogate życie nocne, dosłownie druga Jamajka. 
Pokochałam to miejsca, od pierwszych kroków. Poznałam pewnego chłopaka, który był bardzo miły i dobrze mi się z nim rozmawiało. Pokazał mi wszystko, poopowiadał i okazał się pomocną ręką. 
Żył z rzeczy które sam robił, brożki, koszulki, naszyjniki, jointy, bletki. Dostałam od niego brożkę z flagą reggae.  
Co lepsze, każdego widziałam tam z jointem w ręce. Oczywiście proponowali mi, lecz dziękowałam za każdym razem. Rodzice się bardzo o mnie martwili, ponieważ poszłam w nocny świat tej wyspy. Różne alkohole, przemili ludzie, świetnie dobrane dekoracje do imprez. Byłam zadowolona,że przyjechaliśmy w piątek (dzień imprez). 
St Vincent i Grenadyny,  tam się działo najwięcej. W pierwsze dni, nurkowaliśmy aby zobaczyć rafy koralowe i podwodne życie wyspy. Pływaliśmy z żółwiami i opalaliśmy się na plaży. Ta sama plaża przyniosła nam wspaniałe wspomnienia widokowe, ponieważ wspięliśmy się na górę z której było widać piękne pejzaże. 
Po drodze, wielkie palmy, wyrośnięte aloesy i dzikie iguany. 
Kolacja w deszczu, na oddalonej wysepce. 
Następny dzień na kolejnej plaży, duże fale, głośna muzyka, świetny klimat. 
Ostatnie dni, pełne wrażeń, na prawdę. 
Celem była zatoka w której kręcili Piratów z Karaibów, lecz nie popłynęliśmy tam od razu. 
Zwiedziliśmy wodospady, miasteczka i różne plantacje marihuany, co było ciekawym przeżyciem. 
Dopływając do celu, spędziliśmy ponad godzinę na wybieraniu biżuterii, owoców czy warzyw, które sprzedawali ludzie na łódkach, podpływający pod nasz statek. 
Z pewnym chłopakiem spędziłam cały dzień, za co mu dziękuje z całego serca, bo doprowadził mnie do łez, szczęścia i tęsknoty jednocześnie. Nie będę mówiła szczegółów, ale powiem, że od długiego czasu podobają mi się murzyni (oczywiście tacy w moim guście, a nie każdy). Resztę historii sami sobie wymyślcie :P 
Muzeum piratów, kolacja tam gdzie aktorzy jedli, plaża gdzie kręcili, miejsce gdzie się bili, wszystko to, co jest marzeniem nie jednego fana Piratów.
Wieczorem oczywiście impreza, połączona z moim kolegą, zdecydowanie się udała. 
Poznaliśmy wspaniałych ludzi, rodzaj muzyki, smaki, zapachy. Jednak najważniejszym wspomnieniem jest właśnie ten chłopak, który zmienił mi pogląd na świat. Mam z nim kontakt do teraz, nie żałuję, że go poznałam. 
A teeeeeeraz zdjęcia :D 



























niedziela, 25 stycznia 2015

nowosci

znowu dawno mnie tu nie było, haha. nic nowego.
zasadniczo, zmieniło się znów dużo, m.in stajnia, spędzanie wolnego czasu (weekendy).
co do stajni, jak pisałam na asku.. zmieniłam stajnie.. aczkolwiek już w niej nie jestem ;/
stajnia naprawdę porządna! dziwię się, że dopiero niedawno rozważyłam zmianę.
zmiana odbyła się tylko i wyłącznie ze względu na halę. niestety długo tam nie spędziłam czasu, bo mój koń jest "chory" i nie może tam stać.
Pomimo tego, że nie mam tam konia, do dzisiaj spędzam tam bardzo dużo czasu.
Praktycznie i fizycznie, spędzam każdy weekend w stajni (zostaję na noc).
Osoby tam, są tak wspaniałe (niektórzy nie) że naprawdę cieszę się, że odbyła się ta zmiana.
Źle się czuję  z tym, iż nie ma tam mojego konia, ale ludzie potrafią tak zmienić coś złego w coś dobrego, że to jest niewyobrażalne!!
Więc co do stajni, to żałuję, że sprawy się tak potoczyły, natomiast z drugiej strony cieszę się niezmiernie, że miałam okazję poznać tak świetnych ludzi!
Co do czego, czas wolny (m,in ferie) spędzam totalnie inaczej niż zwykle (czyt. inaczej niż pół roku temu). Tak jak już pisałam ciągle się uczę i nigdzie nie wychodzę, chyba że muszę.. to inna sprawa.
Moje ferie, zaczęły się od 20 grudnia, bo od tamtego czasu nie byłam ani razu w szkole,,ok, raz.
Po świętach, wyjechałam na wakacje, jeżeli chcecie, mogę przeznaczyć kolejną notkę na ten temat.
Osobiście uważam wyjazd za zdecydowanie udany!
Od kiedy jestem w Opolu, czyli od początku  ferii, codziennie o 10 rano mam korki z matematyki, więc trzeba wstawać na dwie godziny i można iść znów spać ;]
Tak więc każdy dzień, jest taki sam.. budzę się, idę nieprzytomna na korepetycje, po dwóch godzinach idę spać, śpię do 16, wstaję i siedzę na lapku oglądając film albo czytam książkę mniej więcej do 5/6 rano. O danej godzinie idę spać, budzę się i od nowa.
Kończący się weekend spędziłam naprawdę fantastycznie.. z piątku na sobotę spałam w stajni, jeździłam, pomagałam, sprzątałam, gotowałam. Z soboty na niedzielę spałam u Sandry i z rana znowu do stajni. Gdybym opowiadała ze szczegółami, na pewno byście zazdrościli.. serio!
Jeżeli chodzi o mnie, to w sumie nic nowego, moje miłosne rosterki w wieku 15 lat nie zmieniły się od dłuższego czasu, chociaż pewien chłopak (bardzo chwilowy) się pojawił, ale już go nie ma i pozostał jeden jedyny który nigdy nie będzie mój. Z tego też względu próbuję się zmienić przede wszystkim fizycznie ;]
Zdradzić wam kto to nie mogę, a przy tym wiem, że nigdy przenigdy się (mam nadzieję) nie dowiecie hehe
Myślę, że to koniec na dziś.. może i lepiej


PS: po pierwsze, bardzo wam polecam oglądnąć sobie tak oo, w czasie wolnym "Piraci z Karaibów", wszystkie części
po drugie, polecam wam książkę p.t " 50 twarzy Greya". Mimo, że erotyczna to bardzo otwiera oczy na pewne sprawy, nawet w takim wieku!
 buziaki