chciałam opowiedzieć wam o moim styczniowym wyjeździe na Karaiby :D
Wyspy Karaibskie, rejon pomiędzy kontynentami Ameryk. Kiedy słyszymy słowo Karaiby,od razu wyobrażamy sobie plaże, wodę, słońce, spokój, wolność. Zastanawiamy się czemu jeszcze nie mamy w ręce drinka z parasolką. Problem polega na tym, że ludzie tam mieszkający mają całkiem inne wyobrażenie tego miejsca. Dla nich, jest to ciężka praca, na "patelni" która prawie nigdy się nie kończy.
Karaiby to też rodzaj przygody, każda wyspa ma inną historię, lekko pozmienianą kulturę i inny klimat.
Co najważniejsze i najlepsze to fakt, że tam każdy dla każdego jest przyjacielem. Wszyscy się do siebie uśmiechają, nie ma kłótni.
W Polce czegoś takiego nie ma, nie ma wsparcia, pomocy, uśmiechu.. Oczywiście nic dziwnego, skoro ludzie tam, nie mogą narzekać na nic, a u nas na wszystko.. Wstępnie powiem gdzie byłam, ile, jak.
No więc, jeżeli czytaliście wpis o Seszelach, to może wam się to wydać bardzo podobne.
Więc 2 tygodnie, na katamaranie, Zaczęliśmy od Martyniki, Gwadelupy, St. Lucia, , St. Vincent i Grenadyny (Tobago Cays) po Barbados.
Co ciekawe, każda wyspa, przynosiła mi różne, różniste wspomnienia i przygody.
Martynika, stamtąd wszystko się zaczęło, pierwsza kolacja, pierwsze palmy, port, katamaran.
Po 12 godzinnym locie, marzyłam tylko o tym aby się wykąpać, coś zjeść i pójść spać.
Kiedy wypływaliśmy, zawsze spałam, jako że czas zmienił się o 5 godzin, nie umiałam się dostosować.
Gwadelupa, piękne plaże, ciepła woda, różne muzea i piękne tropikalne lasy.
St. Lucia, bogate życie nocne, dosłownie druga Jamajka.
Pokochałam to miejsca, od pierwszych kroków. Poznałam pewnego chłopaka, który był bardzo miły i dobrze mi się z nim rozmawiało. Pokazał mi wszystko, poopowiadał i okazał się pomocną ręką.
Żył z rzeczy które sam robił, brożki, koszulki, naszyjniki, jointy, bletki. Dostałam od niego brożkę z flagą reggae.
Co lepsze, każdego widziałam tam z jointem w ręce. Oczywiście proponowali mi, lecz dziękowałam za każdym razem. Rodzice się bardzo o mnie martwili, ponieważ poszłam w nocny świat tej wyspy. Różne alkohole, przemili ludzie, świetnie dobrane dekoracje do imprez. Byłam zadowolona,że przyjechaliśmy w piątek (dzień imprez).
St Vincent i Grenadyny, tam się działo najwięcej. W pierwsze dni, nurkowaliśmy aby zobaczyć rafy koralowe i podwodne życie wyspy. Pływaliśmy z żółwiami i opalaliśmy się na plaży. Ta sama plaża przyniosła nam wspaniałe wspomnienia widokowe, ponieważ wspięliśmy się na górę z której było widać piękne pejzaże.
Po drodze, wielkie palmy, wyrośnięte aloesy i dzikie iguany.
Kolacja w deszczu, na oddalonej wysepce.
Następny dzień na kolejnej plaży, duże fale, głośna muzyka, świetny klimat.
Ostatnie dni, pełne wrażeń, na prawdę.
Celem była zatoka w której kręcili Piratów z Karaibów, lecz nie popłynęliśmy tam od razu.
Zwiedziliśmy wodospady, miasteczka i różne plantacje marihuany, co było ciekawym przeżyciem.
Dopływając do celu, spędziliśmy ponad godzinę na wybieraniu biżuterii, owoców czy warzyw, które sprzedawali ludzie na łódkach, podpływający pod nasz statek.
Z pewnym chłopakiem spędziłam cały dzień, za co mu dziękuje z całego serca, bo doprowadził mnie do łez, szczęścia i tęsknoty jednocześnie. Nie będę mówiła szczegółów, ale powiem, że od długiego czasu podobają mi się murzyni (oczywiście tacy w moim guście, a nie każdy). Resztę historii sami sobie wymyślcie :P
Muzeum piratów, kolacja tam gdzie aktorzy jedli, plaża gdzie kręcili, miejsce gdzie się bili, wszystko to, co jest marzeniem nie jednego fana Piratów.
Wieczorem oczywiście impreza, połączona z moim kolegą, zdecydowanie się udała.
Poznaliśmy wspaniałych ludzi, rodzaj muzyki, smaki, zapachy. Jednak najważniejszym wspomnieniem jest właśnie ten chłopak, który zmienił mi pogląd na świat. Mam z nim kontakt do teraz, nie żałuję, że go poznałam.
A teeeeeeraz zdjęcia :D

























Brak komentarzy:
Prześlij komentarz